Znaki są wieczyście niejasne, odczytywanie ich jest zawsze wyborem. Roland Barthes
RSS
wtorek, 17 listopada 2009
Spotkania, rozstania.


Collegium Chemicum, parę godzin wcześniej.
00:26, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 listopada 2009
Guilty pleasures
     "Miejsce, w którym się czyta, może przez to zostać odmienione. Proust podczas letnich wakacji, gdy rodzina udawała się na spacer, zakradał się do jadalni, mając pewność, że jedynymi jego towarzyszami "bardzo szanującymi czytanie" będą "malowane talerze wiszące na ścianie, kalendarz, z którego dopiero co zdarto kartkę z wczorajszym dniem, zegar i piec, które mówią, nie oczekując, że się im odpowie, a ich gadanie, w odróżnieniu od ludzkiej mowy, nie stara się zastąpić sensu czytanych przez ciebie słów innym, obcym sensem". Dwie godziny czystej przyjemności, zanim zjawiała się kucharka "o wiele za wcześnie, aby nakryć do stołu. Gdyby chociaż nic przy tym nie mówiła. Czuła się jednak w obowiązku stwierdzić: Na pewno jest panu niewygodnie, może przyniosę biurku? A ponieważ trzeba było odpowiedzieć: - Nie trzeba, dziękuję bardzo -, zmuszony byłem dojść do kropki i przywołać gdzieś z bardzo daleka swój głos, który, ukryty za wargami, powtarzał bezdźwięcznie i bardzo szybko słowa odczytywane przez oczy. Musiałem się zatrzymać, wydobyć z siebie głos, a chcąc poprawnie powiedzieć - Nie trzeba, dziękuję bardzo -, nadać mu codzienny ton, utraconą przezeń intonację, jakiej się używa, odpowiadając komuś". Dopiero o wiele później - wieczorem, dobrze po kolacji - kiedy do przeczytania pozostawało najwyżej kilka stron, zapalał świeczkę, ryzykując, że zostanie ukarany, kiedy go na tym przyłapią, i narażając się na bezsenność, bo tuż po skończeniu książki emocje, jakich doznawał przy śledzeniu intrygi i losów bohaterów, nie dawały mu zasnąć. Spacerował wtedy po pokoju albo leżał, wstrzymując oddech, pragnąc, by historia trwała dalej, albo chcąc dowiedzieć się przynajmniej trochę więcej o bohaterach, których  tak pokochał.

     Pod koniec życia, uwięziony w pokoju wyłożonym korkiem, co przynosiło mu nieco ulgi w jego astmie, oparty o stos poduszek, przy świetle słabej lampki, pisał: "Prawdziwe książki winny być dziećmi nie światła i gawędy, lecz mroku i milczenia". W nocy, leżąc w łóżku, patrząc na stronę oświetloną przyćmionym żółtym blaskiem, ja, czytelnik Prousta, odtwarzam na nowo ten tajemniczy moment narodzin".

Moja historia czytania, Alberto Manguel
22:25, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
* * *
ty, która wiesz, że to nie czas, lecz kłamstwa jedynie
miarą są nieobecności,
ty właśnie spróbuj mi uwierzyć,

iż jedyną moją zdradą wobec ciebie byłaby miłość,
byłaby miłość,
byłaby miłość

bez rozłąki

Wiersze wybrane, Ryszard Krynicki
22:03, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2009
So familiar
"Po piętnastu latach mieszkania na Siemiradzkiego moja życiowa przestrzeń kurczyła się z miesiąca na miesiąc. Książek przybywało w takim tempie, że dawno już przestały mieścić się na półkach. Układałem je na podłodze w stosach, które rosły coraz wyżej i wyżej, aż zaczynały podpierać strop jak stemple w chodnikach kopalni. Pod sufit sięgały też sterty starych gazet, z których nie zdążyłem zrobić wycinków. Wiele razy solennie obiecywałem sobie robić wycinki na bieżąco, ale stale gromadziły mi się zaległości i najdawniejsze gazety, leżące na spodzie każdej sterty, pochodziły już sprzed siedmiu lat. Spałem na rozkładanej kanapie na środku pokoju, bojąc się, że którejś nocy zwały papieru zasypią mnie we śnie. Raz już się zdarzyło, że lawina gazet z najwyższej sterty runęła nagle w moją stronę. Gdy opadł tuman kurzu, zobaczyłem brudną ścianę, a na niej rycinę Eryka Dahlbergha i zapomnianą fotografię oprawioną w ramkę".

Wszystkie języki świata, Zbigniew Mentzel
23:52, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009
Seasons (from my balcony's perspective)

Jesień.


Zima.

23:40, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 listopada 2009
Kwiat, okno, słońce
     
"[N]iczym czarne słońce, ten podstawowy emblemat melancholii, enumeracja wchodzi ze śmiercią w relację oksymoroniczną, sprzeczną, w której strata spotyka się z przedmiotem magicznym, zimno i czerń ze światłem. Niech zilustruje to metaforyczne opowiadanie Borgesa Alef. Rozpoczyna się ono od informacji o śmierci kobiety, osoby bliskiej narratorowi noszącemu nazwisko Borges. Wkrótce potem narrator przeżywa dziwne doświadczenie związane z przedmiotem magicznym określonym tytułowym mianem "alef". Jest to tajemnicza, błyszcząca kula w piwnicy domu zmarłej. W jej blasku Borges "zobaczył wszystkie punkty wszechświata". "Widziałem zatłoczone morze, widziałem świt i zmierzch, widziałem tłumy zaludniające Amerykę, widziałem srebrzystą pajęczynę w środku piramidy, widziałem popękany labirynt (to był Londyn), widziałem nieprzeliczone, tuż obok mnie znajdujące się oczy, przeglądające się we mnie jak w lustrze, widziałem wszystkie zwierciadła planety, z których jednak żadne nie odbijało mojej postaci, widziałem w zaułku ulicy Soler te same płyty, którymi trzydzieści late temu wyłożone było patio jakiegoś domu we Frey Bentos, widziałem grona, śnieg, tytoń, złoża metali, parę wodną, widziałem wypukłe równikowe pustynie i pojedyncze ziarenka ich piasku, widziałem w Inverness kobietę, której nigdy nie zapomnę, widziałem oszalałą fryzurę, widziałem wyniosłe ciało, widziałem raka piersi, widziałem kupkę pokruszonej ziemi na trotuarze, gdzie uprzednio rosło drzewo" i wielu innych ludzi, wiele innych przedmiotów, a spośród nich, dla Twej przyjemności, przechodniu po tym pięknym parku, wymienię jeszcze "ukośne cienie paproci na podłodze oranżerii" i "wszystkie mrówki, jakie są na ziemi".

Magiczne wyliczanie zajmuje miejsce zmarłej; pojawia się tam, gdzie powstała strata; jest halucynacją na martwej, czy wokół martwej twarzy, halucynacją pełni w obliczu zaniku. Ale tę dosłownie opisaną przez Borgesa relację straty i magiczności przenieść można na każdy przypadek melancholijnej enumeracji: martwa twarz, czy ogólniej mówiąc, strata, tworzy miejsce dla spojrzenia w nieskończoność, hipnotycznie pustą. Tę pustkę zapełnić może tylko estetyczna radość wyliczania, "bezpośrednia i świetlista" rozkosz słów. Rodzi się magiczna gra pozwalająca odczuć magiczny "skarb" języka, zasłonić nim stratę, i w ogromie wyliczania osiągająca niekiedy, w swych najlepszych chwilach, nutę wzniosłości".

Melancholia, O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Marek Bieńczyk
14:53, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 października 2009
At such a time..
"Oczami wyobraźni widział go błąkającego się smętnie po starym parku, kiedy zachodzące słońce barwi jeszcze skromne posągi, zadumane lwy z brązu i ścieżki usłane z wolna umierającymi liśćmi. O tej godzinie można usłyszeć najcichsze szmery, milkną za to najpotężniejsze dźwięki, podobnie jak przycicha głośna rozmowa w pokoju, gdzie ktoś umiera; szemranie źródła, kroki oddalającego się człowieka, świergot ptaków układających się w gniazdach do snu, daleki płacz dziecka, wszystkie te dźwięki rozbrzmiewają wówczas dziwnie donośnie. O tej godzinie zachodzi dziwne zjawisko: zapada zmierzch. I oto wszystko przybiera inny wygląd: drzewa, ławki, emeryci, którzy tu i ówdzie rozpalają ogniska z suchych liści; odmienia się dźwięk syreny okrętowej w Południowym Basenie, inaczej rozbrzmiewają echa wielkiego miasta. A najdotkliwiej odczuwa te chwile człowiek samotny, który o tej porze siedzi milczący i zadumany na ławce w jednym z parków lub na jakimś placu w Buenos Aires".

O bohaterach i grobach, Ernesto Sábato
23:55, det_gittes
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 października 2009
Po prostu
Sara: Napisałam cię. Piszę Cię. Napisałam. Piszę. Znajduję schronienie w słowach, które wypłakuje moje pióro: moja boleść, czas, o którym mówię, czas, o którym piszę, są mniej dojmujące. Zaślubiam każdą sylabę, aż staję się tylko ciałem spółgłosek, duszą samogłosek. Czy to czary? Piszę imię, a ono staje się człowiekiem, którego kocham.

[...]

Jukiel: Nie szukałem cię, Saro. Szukałem cię.

Księga pytań, Edmond Jabès (LnŚ 7/2001)
00:10, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 października 2009
Conditionally
kochałbym cię lepiej
gdyby nie pustka, pustka
w miejscu twojej twarzy
08:21, det_gittes
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009
Remotely close
Wieczorem mówili w radiu, że nadciąga strefa opadów. W nocy śniła mi się, potem miałem wrażenie, że słyszę kogoś wołającego jej imię, jeszcze później ktoś łudząco podobny stał po przeciwnej stronie skrzyżowania, a wracając posępnym popołudniem przypadkowo wybrany utwór okazał się tym, którego najczęściej słuchaliśmy. Lecz gdyby ktoś mnie później spytał, czy rzeczywiście tak właśnie było, najpewniej zawahałbym się, zamrugał oczami, powiedział, że deszcz padał tamtego dnia bez przerwy, lato było okrutnie odległe.
00:23, det_gittes
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35